Obie propozycje rozmiarowe odniosły zauważalny sukces, przy czym wielu miłośników marki zaczęło głośno marzyć o uzupełnieniu oferty o mniejszy model, tyle że z mechanicznym werkiem. Choć Tissot błyskawicznie odpowiedział na te życzenia, najnowsza premiera może pozostawiać pewien niedosyt. Z tą monochromatyczną kolorystyką idą w parze polerowane, stalowe wskazówki i czarna, mała wskazówka sekundnika. Nadmiernie nie wyróżnia się również (w pozytywnym rozumieniu) wskazanie drugiej strefy czasowej. Godzinę odczytuje się za pomocą szkieletowanej, centralnej wskazówki, zaś porę dnia (AM/PM) z małego okienka na godzinie 9. Co godne podkreślenia, staranne wykończenie idzie w parze z przemyślanym designem – przyciski chronografu różnią się od siebie. Ten do startowania i stopowania to tradycyjny, okrągły tłoczek, natomiast ten do resetowania to prostokąt na kształt spustu, z białym napisem RESET. Koronka jest niezakręcana i ozdobiona logo Victorinoxa. Submariner uchodzi za sportowy zegarek idealny (dla wielu za zegarek idealny w ogóle), Sea-Dwellera wielu stawia za wzór rasowego nurka, Daytona jest pewnie jednym z najdoskonalszych chronografów, GMT Master perfekcyjnym zegarkiem globtrotera, a złoty Day-Date symbolem statusu społecznego i prestiżu. replica Richard Mille rm 39 Tarczki w oryginalnym modelu były licznikami (30-minutowym i 12-godzinnym – brak sekundnika), natomiast późniejsze Monaco ma licznik 30-minutowy i małą sekundę. Koronka w jednym przypadku jest po lewej, w drugim po prawej stronie. Przyciski chronografu pierwotnie były okrągłe, a w reedycji uzyskały prostokątny kształt. Największe kontrowersje budzi fragment, w którym bransoleta zachodzi na uszy. W tym miejscu ma ona aż 25 mm szerokości, zwężając się do 19 mm przy zapięciu. Wszystkie rzędy ogniw złożone są z pięciu elementów - każdy z nich wykończono osobno satynowaniem oraz polerowanymi, fazowanymi krawędziami.
Bez wątpienia najpiękniejszym pod względem artystycznym elementem koperty modelu Planet Ocean jest dekiel. Jego powierzchnie zdobi pięknie wykonany, polerowany konik morski, symbol linii Semaster. Dodatkowo dekiel opatrzony jest napisami Seamaster oraz Planet Ocean. I choć – nie ukrywam – podobieństwo wzoru jest widoczne, to są dwa zupełnie odmienne zegarki, które różni od siebie znacznie więcej niż tylko cena. Niespełna 40 mm kiedyś było standardem sportowego zegarka i w tym względzie uznaję rację fanów vintage, którzy powtarzają jak mantrę, że mniej znaczy więcej. Komfort winien być stawiany półkę albo i dwie wyżej ponad ostentacją, albo mówiąc prościej - mniejszy zegarek po prostu wygodniej się użytkuje. Jak przy każdym Tudorze, słowa krytyki nie mogę napisać o wykończeniu całości. Polerowania, detale, spasowanie elementów – wszystko stoi na bardzo wysokim poziomie, dającym nieodparte wrażenie obcowania z zegarkiem z wyższej półki cenowej. Fachowo nazywa się to 'perceived value', czyli wartość postrzegana, wynikająca z organoleptycznej oceny danego produktu. Problem może nastręczać jedynie słaba powłoka antyrefleksyjna na szafirowym szkle oraz mała tarcza 30-minutowa (na godzinie 3) – jej rozmiar czyni precyzyjne odczytanie aktualnie odmierzanej minuty nieco kłopotliwym. Duża litera R, wkomponowana w licznik godzinowy stopera, na pozycji godziny 4, oznacza czas niezbędny do naładowania jednego z instrumentów LW. A... niestety nie ma datownika.
Ale jeśli odpowiednio o niego zadbacie odwdzięczy się unikatową fakturą i wyjątkowym kolorem. Ja swoją przygodę z modelem 1858 Monopusher Chronograph Bronze będę wspominał bardzo dobrze. NATO jest zrobione bardzo solidnie (w starej, francuskiej tkalni), lecz grube i sztywne, przez co wymaga zapewne 'znoszenia' i dopasowania do przegubu.